O autorze
Dziennikarz, redaktor, współautor książki o Violetcie Villas. Zwolennik zdrowego dystansu do świata i samego siebie.

Matki Boskiej Zwycięskiej

Putin wykonał kolejny ruch na szachownicy. Gdzie jest konwój? - niepokoiła się Europa. Wredny ten Władimir. Przecież są wakacje.

Od początku konfliktu z Ukrainą Europa jest o krok z tyłu. Gdy Rosja zajęła Krym – zanim europolitycy(i USA) zorientowali się, o co chodzi - było już po wszystkim. Potem uznali, że ciąg dalszy nie nastapi – Władimir się nasycił. Niech mu będzie. Od tego czasu każdy kolejny ruch na szachownicy wykonuje najpierw Rosja. A Europa zastanawia się, jak zareagować.
Oczekiwanie na to, co zrobi Putin, pokazuje żenującą słabość zachodniej demokracji, przeżartej przez dobrobyt i lenistwo. Scenariusz zawsze jest taki sam. Najpierw pojawiają się medialne info, że Putin coś powie, podejmie jakąś decyzję. Potem wszyscy, z drżącymi szampanówkami w dłoniach, oczekują, co się zdarzy. „Rosja przygotowuje się do inwazji na Ukrainę”, słychać było przez pewien czas. Gorące linie na Zachodzie przegrzewały się, aż w końcu Władimir ogłosił: ćwiczenia się skończyły, wojsko wraca do koszar. Nie, to niemożliwe, on na pewno coś knuje – kolejne tygodnie upłynęły na sprzecznych doniesieniach.
Teraz doradcy Putina wymyślili znikający konwój.
No, to śledzimy jego trasę. Ruszył, zniknął, Znowu ruszył, skręcił... Najpierw były podejrzenia, że w paczkach będa naboje zamiast kaszy. Potem, że z worków wyskoczą uzbrojeni żołnierze. Ukraina zapowietrzyła się na dwa dni, nie wiedząc, jak zdyskontować ten ruch Putina.
I wymyślili: sami wyślemy taki konwój. Niepotrzebne nam prezenty od wroga...To dopiero porażka na całej linii. Nawet uczeń na poziomie polskiej gimbazy, w końcu zadałby pytanie – dlaczego nie zrobili tego wcześniej? A Europa? Zajęta liczeniem zysków i strat na skutek sankcji, też nie wpadła na taki pomysł.
Jak to się skończy? Niektórzy wieszczą III wojnę. Jest to możliwe, jeśli Putin dowiedział się, że ma raka czy Parkinsona. Albo że rzuciła go gimnastyczka.
Myślę jednak, że ani nie zachorował, ani nie zwariował, a z Kabajewą nadal ćwiczy wspólne figury. I nad szachownicą, ze swoim kagiebowskim uśmieszkiem, obmyśla, gdzie tym razem przesunąć jakiegoś skoczka.
Ps W ramach Matki Boskiej Zwycięskiej nad moim balkonem właśnie przeleciały polskie skrzydła. Od razu mi raźniej, chociaż, zdaje się, nie skierowały się na wschód, tylko do Łasku.
Trwa ładowanie komentarzy...