O autorze
Dziennikarz, redaktor, współautor książki o Violetcie Villas. Zwolennik zdrowego dystansu do świata i samego siebie.

Ksiądz Lemański – kolekcjoner dekretów

Mam szczęście do księży. Osobiście nie znam ich wielu, ale większość tych, których poznałem, ma swoją półkę w mojej pamięci.

Do Jasienicy pojechałem przed trzema laty, gdy jeszcze media nie odliczały kolejnych rund na ringu: Lemański – Hoser, katolicka waga ciężka.



Nie znałem wcześniej księdza Wojciecha, tyle co znalazłem w Internecie. Po pierwsze – zaskoczyły mnie książki. Bywałem w różnych plebaniach, ale nie mogę powiedzieć, że to taka nieświecka tradycja. Spotykały mnie raczej niespodzianki. W pokoju służbowym znanego księdza w Gdańsku, zamiast książek, zauważyłem portret Jana Pawła II, chociaż od roku Owczarnię prowadził już Franciszek, a przed nim był jeszcze papież z niemieckiego narodu...

Po drugie – otwartość. W seminariach chyba wciąż nie ma takiego przedmiotu. A ksiądz Lemański nie pyta, skąd przybywacie, jakie szaty i podniebienie macie, tylko rozmawia.
A po trzecie – nieugiętość. Charakter ma ksiądz Wojciech jak Piotrowa skała. Dlatego do tej pory Kurii warszawsko-praskiej nie udało się go spacyfikować.

Opowiadał mi wówczas, skąd u niego zainteresowanie dialogiem polsko-żydowskim. Iluminacji w tym zakresie doznał pełniąc posługę w parafii – nomen-omen - w Świrze(Białoruś). Trafił tam na stary cmentarz żydowski, do tego doszły doznania pozarozumowe, których nie podejmuję się oceniać. I wrócił ksiądz Lemański ze Świra, przekonany, że niesłusznie każdego dnia depczemy świat, którego już nie ma.
Wtedy zaczęły się jego problemy.
Tekst linka

Przyznaję, że trzy lata temu widziałem dwa rozwiązania. Albo ksiądz Wojciech podzieli los niepokornych księży i zrzuci sutannę, albo ulegnie teologii przebaczenia(zbłądziłeś synu, ale ci darujemy). On wybrał trzecią drogę. Zrozumiał, że samym uporem nic nie zdziała. Dalej mówi swoje, ale kiedy trzeba, uprawia pragmatyzm. Tak jak po powrocie z Przystanku Woodstock. Wszyscy myśleli, że już po nim. A on przeprosił. I dalej będzie mówił, co myśli.

Nietrudno też zauważyć, że w konflikcie Lemański-Hoser zderzyły się dwa mistycyzmy, a także różne doświadczenia życiowe. Ks. Lemański zaczerpnął w Świrze wschodniego ducha, pomieszanych języków wiary i kultury pogranicza. Abp. Hoser też, w Rwandzie, zetknął się z tyglem etnicznym – Tutsi i Hutu. Tu miłość, tam nienawiść. Ale czy to coś tłumaczy?
Trwa ładowanie komentarzy...