Wszystko zostało zagrabione

Jadę przez Podlasie, mleczną krainę, i nadziwić się nie mogę. Jeszcze na początku lat 90., żniwa znaczyły dla kierowców tłok na drogach, kurz, furmanki bez oświetlenia, porozrzucaną słomę. Co i rusz trzeba było przepuszczać spalone słońcem, wiejskie madonny z grabiami na plecach. Bose dziatki niosły ojcu kanew z kompotem i obiad. Wieś drgała, poruszała się w różnych kierunkach jak mrowisko. Dziś, gdy jechałem w jedną stronę, na złotych polach nie widziałem żywego ducha. Tylko minęły mnie dwa kombajny. Gdy wracałem, po pojazdach nie było śladu. A na polach - zamiast snopków, skręconych słomianym pasem - leżały złote walce.

Potem wyprzedziłem miejscowego rolnika, który pomykał w Johnie Deere. Na głowie miał farmerski kapelusz, w kabinie klimę i zespół Weekend podkręcony na full. I jak ma taki farmer w pierwszym pokoleniu nie uwierzyć, że Ona tańczy dla niego?! Nie tylko ona jedna – cała przyszłość wiruje przed polskim rolnikiem.



Pamiętam reportaże z końca pegeerów. Umęczeni robotnicy rolni, w beretach i kufajkach a la wczesny Lepper przypinali się łańcuchami do bram. Tak nie chcieli, żeby ich oderwano od socjalistycznego cycka: mieszkanie, deputaty na węgiel, metr zboża i to, co się ukradnie. Później próbowali zablokować UE oponami na drogach. Dziś wieś już nie strajkuje. Bo dobrobyt, nawet jeśli w zaczątku, jednak smakuje lepiej.

W miastach ludzie kupili Unię od razu, bez przetargu. I nawet jeśli emeryci bali się, poniekąd słusznie, że zyskają najmniej, a raczej stracą – dziś z radością buszują w Lidlach i second handach. Są wciąż na marginesie – ale daje on namiastkę konsumpcjonizmu.

Poczucie, że jest się w jednej rodzinie dobrobytu, działa kojąco. Przytępia zdrowy rozsądek. Przecież jeszcze trochę, a będzie u nas jak w Niemczech. Wyższa płaca, a na emeryturze wojaże po zakątkach świata. Niemcy to wzór państwa, które dba o obywateli.

Zresztą, cała Unia dba o Niemców. Opowiadał mi jeden piekarz z Trójmiasta, że rozwijał się dzięki kanclerz Merkel. Ale tylko na początku. Potem on finansował ją. Kupował do firmy samochody niemieckie. Leasingował je w firmie, która swój początek miała w Niemczech. Czegokolwiek by nie kupował, zawsze na koniec pieniądze znajdowały drogę na Berlin.

Nic dziwnego, że w Europie najbardziej na s(pokoju) zależy Niemcom. Dobrobyt zniewala. Dlaczego 80 milionów niemieckich pracowników i emerytów miałoby się stresować przyszłością z powodu Ukrainy? Po co zmieniać to, co jest w życiu najważniejsze – przyjemność konsumowania życia.

Dlatego Angela Merkel staje na głowie, żeby dogadać się z Putinem. Przehandluje Krym, a jak będzie trzeba, nawet kawałek Ukrainy. Spokój musi być.

Polska też zmierza w tę stronę. Na razie niższy poziom życia wymusza poczucie solidarności z Ukrainą. Stan wygodnego lenistwa jeszcze nie nastąpił. Pierwszy krok to spadek produkcji kos i drewnianych grabi, przy jednoczesnym wzroście produkcji mleka, mięsa i wszystkiego, co da się wyrwać żywicielce.

Ale jeśli chodzi o przyszłość – kierunek już został obrany. W tym temacie wszystko zostało pozamiatane. A raczej - zagrabione.
Trwa ładowanie komentarzy...